Do pokoju JKM króla Franki, Nicolasa Sarkois’ego,w pałacu królewskim w Lene, weszli minister spraw zagranicznych, Pierre Coucher, minister sprawiedliwości, Jacques Saint-Loup i prokurator generalny, Dominique Villpin. Pozdrowili króla słowami “Vive la Franke”. Monarcha przyjął pozdrowienie i kazał usiąść, po czym zapytał ich:
-Z czym przybywacie panowie w sobotę rano? Jaka jest sprawa, że najważniejsi urzędnicy w państwie proszą o audiencję u mnie, i to o 7 rano?
-Mamy bardzo ważna sprawę, dotyczącą Ziemii. Jak wasza wysokość wie, od dawna jej mieszkańcy okazywali brak szacunku zarówno dla przyrody, jak i siebie samych. Dlatego postanowiłem skierować sprawę do sądu, aby raz na zawsze skończyć z tą planetą- powiedział prokurator generalny, jednocześnie marszcząć swoją togę. Król był zdumiony. Znał sytuację, ale wiedizał o co chodzi sprytnemu prokuratorowi. Chciał odznaczyćć się czymś ważnym, miał ogromną ambicję odniesienia sukcesu, a ponadto uważał, że należy podporządkować Franki wszystkie planety, a jak któraś stawi opór, to ją zniszczyć. Przede wszystkim martwił się o jedn kraj na Ziemii, który stał się wzorem dla życia ich własnej planety. Tym krajem była Francja. Była ona wzorem dla nich, zniszczenie jej spowodowałoby ogromne oburzenie obywateli dumnych z hasła: “Wolność, równośc i braterstwo”. Jednak prokuretor generalny był zafascynowany innym krajem- Rosją. Wiele razy podkreślał dumę z pokonania Napoleona, który był bohaterem we Franki. Jego imię nosił główny plac Lene, a na nim był też jego niesamowity pomnik, będący atrakcją turystyczną. Wszystkie poczynania Villpina wynikały właśnie z tego. Królo pamietał tez, że aby zneutralizować tego groźnego fana Rosji, musiał go zaprosić do rządu i dać mu stanowisko prokuratora generalnego. Monarcha postanowił wybadać opinie ministrów spraw zagranicznych i sprawiedliwości. Zwrócił się do nich:
- A wy, panowie, co sądzicie o tej sprawie?
- Z punktu widzenia prawa, przegrana Ziemii w tym procesie, spowodowałaby wypowiedzenie jej wojny i w rezultacie zniszczenie “Błękitnej planety”- powiedział minister sprawiedliwości. A w konstytucji, która wszystko reguluje jest taka możliwość, ale….
-Tak, wiem- przerwał mu król. Obrońcą musiałby być mieszkaniec Ziemii, tyle, że nigdy nie było takiej sytuacji. Villpin triumfował. Powiedzial:
-Sam widzisz wasza wysokość, musisz mi przyznać rację. Sarcoisy odrzekł:
-Tak, masz rację. Ale jeśli tak sie upierasz, mamy inny problem. Musimy przetransportować tu jednego mieszkańca Ziemii. – Straż!- krzyknął
- Do usług, wasza wysokość!- powiedział przybyły strażnik.
-Powiedz Paul’owi Larmistice, że ma się stawić w moim pokoju w trybie natychmiastowym. Możesz mu powiedzieć, że chodzi o tajną sprawę państwa- rozkazał monarcha.
-Tak jest, obyś długo żył, wasza królewska mość!- odrzekł strażnik i znikł. Minister spraw zagranicznych uznał za stosowne, aby przerwać milczenie
- Wasza wysokość zdaje sobie sprawę, że jest tylko jedna możliwość sprowadzenia tu tego pewnego mieszkańca? Możemy go tylko porwać, używając łagodnych środków i liczyć, że zgodzi się bronić swojej planety. Ponadto jego rodzian mogłaby być zaniepokojona, że nagle jej członek znikł bez śladu, a jeśli ten wybrazny mieszkaniec będzie ważną postacią w swoim świcie, możemy mieć dyplomatyczne kłopoty.
- Dziękuję, panie Coucher, pana doświadczenie jest niezwykle cenne- odpowiedział król. Miał on na myśli to, że Bernard Coucher był na Ziemii, dostarczając bardzo dokładne informacje na temat tego, co się działo. W tej chwili jednak, zaanansowano przybycie ministra obrony, Paula Larmistice.
- Niech wejdzie!- powiedział król.
-Vive la Franke!- przywitał monarchę młody, ale doświadczony w dowodzeniu armią marszałek.
- Witam, panie Larmistice. Czy mógłbyś przyszykować flotę do łagodnego porwania jednego mieszkańca Ziemii?- zapytał król.
- Oczywiście, wasza wysokość, ale do tego starczy jeden statek. Szczegółów dowie się pan za chwilę- rzekł monarcha. Teraz jeszcze musimy ustalić, kto ma być obrońcą- rozwaqżał głośno Sarkoisy.
- Myślę, wasza wysokość, że powinien być to mieszkaniec takiego kraju, który z Francją nie prowadził nigdy wojny, albo tez nie miał poważniejszych zatargów. Co wasza wysokość i wy, panowie, powiecie na Polaka?
Villpin zaprotestował:
- Stanowczo nie zgadzam się na Polaka. Ten kraj ma w sobie chorych mieszkańców z kompleksami, niepotrafiących się nawet przystosować do cywilizacyjnych metod naszego kraju- stanowczo zaprotestował naczelny prokurator. Wsztscy obecni w pokoju mieli nie mogli sie powstrzymać od uśmiechu pod nosem. Wiadomo było, że Villpin, który uwielbiał Rosję, nienawidził Polski. Nicolas Sarkoisy odpowiedział:
- To, że pan nienawidzi Polski, nie oznacza, że jej mieszkańcy są głupi. Następnie zwrócił się do Couchera:- Pozwalalam panu wybrać obrońcę z Polski.
-Dziękuję, wasza wysokość. Chyba już wiem, kto to ma być.
-Kto?
- Myślę, że Beniamin Baczyński byłby idealny.
- Skąd pan go zna?
- Pomógł mi w wielu sprawach. Jak byłem na Ziemii, znał mnie jako swojego dziadka. Musiałem sporo znosić, ale jak widywałem się z wnukiem, zawsze mogliśmy porozmawiać. Tak, naprawdę był mi bardzo bliski- z zaduma w głosoe powiedział Coucher.
Minister sprawiedliwości odezwał się:- ok, to ustalone, myślę, że wasza krolewska mość zgadza się?
- Tak, zgadzam się- odpowiedział monarcha. – A więc jutro sprowadzimy go tutaj, a za cztery dni, to jest w poniedziałek, rozpocznie się proces. Zgadzacie się panowie?
- Tak, zgadzamy się- odpowiedzieli chórem urzędnicy.
- A więc rozkazuję- do ministra obrony, aby przyszykował statek i sprowadził tu pana Baczyńskiego jutro, do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego- abyście współpracowali ze sobą, jeśli chodzi o proces, macie go przygotować i zapewenić wszelką obiektywność, a ministra spraw zagranicznych proszę o poinformowanie rodziny.
- Tak jest, wasza wola najwyższym prawem.
Prosze jeszcze też, abyscie powiadomili ministra spraw wewnętrznych, Louis’aDescartesa, aby przygotował wielką oprawę, godną osobie tej rangi, a także odpowiednie zakwaterowanie i zaznajomienie z sytuacją panującą tutaj. Z racji waszych kompetencji chciałbym, abyście polecielli wszyscyi wstepnie zapoznali się z nim. Zrozumiano?
-Tak jest, rozumiemy. Pan Descartes też ma z wami lecieć. To wszystko, możecie odejść.
-Vive la Franke!- pożegnali króla urzędnicy i odeszli.