No i jak co roku znowu wyjechałem do Francji. Teraz wybór padł na region Nord- Pas- de- Calais. Standardowo, samochód przypominał tabor cygański, w którym niemla wszystko było. Najgorsze jest to pakowanie się. Wyjechaliśmy 26 czerwca. Standardowo, 5 godzin przedzierania się przez tzw. polskie drogi no i postój w znanym hotelu “Relax” w Słubicach. Następnego dnia wyruszyliśmy rano. I też standard- autostrady. Najpierw niemieckie, potem belgijskie i francuskie. Niemieckie kible tak samo śmierdzące i zaniedbane.
Dojechaliśmy wieczorem do naszej gite w Auchy-les-Orchies. Jak nazwa wskazuje, bynajmniej znającemu francuskie realia czytelnikowi, jest to wieś. Całkiem fajna, nie powiem. No oczywiście cały piętrowy domek dla nas, stanadard taki sam jak w innych gitach, czyli dość dobry. Ponadto ogródek do dyspozycji. Było więc tak samo, jak podczas zeszłorocznej wyprawy do Burgundii. No i swoją drogą domek połozony nieopodal lotniska w Lille. Tak więc dość często było widać i słychać samoloty lądujące bądź startujące. Fani samolotów byliby zadowoleni przebywając w tej okolicy. Pogoda nam dopisywała, było ciepło, a nawet gorąco- 30 stopni. Wieczorami, jak się nieco ochłodziło, przebywałem na zewnątrz. Jaka to rozkosz być na łonie natury, słuchac ptaków, podziwiać zachód słońca….
A teraz streszczę historię tego miejsca. Nord- Pas-de Calais ma ciekawą historię. Mista mają rodowód rzymski. Rzymianie bowiem zakładali obozy warowne. Potem w zasadzie przez ciemne wieki nic się specjalnie nie działo. W okresie średniowiecza te tereny (historyczna nazwa- Artois) stały się centrum manufaktur, przemysłu. Rozwijało się sukiennictwo i tkaniny. Centrum stanowiło Arras. A propos, wawelskie “arrasy” nie pochodzą z Arras, ale z Brukseli. I jeszcze jeden mit historyczny obalony. Rozwijał się więc handel, a kupcy bogacili się. W XIV w. Artois stanie się krainą. o która rywalizowali Mahaut i Robert d’Artois, doskonale mi znani z “Krolów przeklętych”. Ta rywalizacja w pewnym stopniu przyczyniła się do wybuchu wojny stuletniej. Anglicy zajęli wtedy te terytotium, a miasto Calais mieli od 1347 aż do 1559 r. Później Artois, tak jak i sąsiednia Flandria wpadły w ręce hiszpaskich Habsburgów. Z tych czasów wywodzą się różne festiwale, do dziś obchodzone. Do Francji powróciły w latach 1661- 1667 przyłąćzone przez Króla Słońce. Od XVIII do XX wieku wydobywano tu węgiel, znajdujący sie w sporych ilościach. Osiedliło się tutaj sporo Polaków. Do dziś żyją ich potomkowie. O kopalniach napiszę szerzej już niedługo. W czasie I wojny światowej przeszedł tutaj krwawy front zachodni, a na polach lała sie obficie krew. W czasie drugiej wojny ta ziemia widziała uciekające w nieładzie resztki armii brytyjskiej i francuskiej i ich dramatyczną ewakuację w Dunkierce. Niemcy tak jak wcześniej Napoleon, gromadzili swoje siły, gotowi do operacji “Lew morski”, kiedy to mieli zająć Wielką Brytanię. Z tych czasów zostało mnóstwo umocnień, fortyfikacji i rozmaitych bunkrów. Ponadto było to miejsce z ktorego miała być wystrzeliwana cudowna broń Hitlera- V1 i V2. Spodziewana inwazja Aliantów wylądowała jednak na plażach Normandii, a nie tutaj. Przy okazji polecam odcinek “Sensacji XX wieku” Bogusława Wołoszańskiego Pas-de- Calais, który doskonale przybliża nam te czasy. Po wojnie odbudowa zniszczeń no i powolne zamykanie kopalń. Ostatnią zamknięto w 1990 r. Tyle o historii. Prawda, że krótko? Teraz napiszę o zwiedzaniu.
Przybyliśmy na miejsce, rozpakowaliśmy się, i zaczęliśmy oswajać się z tym miejscem. Gospodarze nasi, to starsi ludzie na emeryturze, mili i sympatyczni. A teraz plan zwiedzania:
w niedzielę trochę leniliśmy się, potem pojechaliśmy do Centrum historyczneho. Cóż się kryje pod tą nazwą? Stara kopalnia węgla, przekształcona w muzeum. Francuzi zmienili swoją politykę energetyczną i przestawili się, jak wiadomo, na energię jądrową. Dlatego kopalnie węgla trzeba było zamknąć. Nasza kopalnia to muzeum, jednak w pełni oryginalne- wszystkie przedmioty, żelastwo, machiny itp. to autentyczne rzeczy. Wizyta była nieco okropna. Nie mogę sobie wyobrazić górników pracujących w okropnym hałasie, brudzie, pyle, ciemności i na klęczkach. Warunki były wręcz koszmarne. Głuchota na porządku dziennym. A wcześniej pracowały jeszce kobiety i dzieci, a także konie. Niemniej ta wizyta była ogromnie pouczająca i ciekawa. W poniedziałek pojechalismy nad kanał La Manche (Rękaw). Był to najlepszy punkt w naszym programie. Bardzo piekne tereny, zwłaszcza Cap Blanc Nez (Przylądek biały nos). Białe, kredowe skały, zieleń, jeśli chodzi o ląd. A potem morze, mgła i gdzieś w oddali brzeg WB. Juz na komórce pojawiła mi się nazwa operatora T- Mobile- UK, a także O2- UK. Tak więc byłem w Anglii. Ponadto zwiedziłem też miasta Boulogne, gdzie był obóz Napoleona, i Calais, ze śladami, jak Anglicy zeszpecili swoimi budowlami (katedra) piękne francuskie miasto. We wtorek zwiedziłem Lille- stolice regionu. Jak zwykle podziwiam praktyczność parkingów. Dobrze znany mi ze Strasbourga, czy Dijon, system P+R Tram. Tyle, że zamiast tramwaju kursowała Citadine- autobus miejski kursujący po mieście. Do autobusu należy wsiadać tylko z przodu!!! Srodkowymi i tylnymi drzwiami się wychodzi! Tak, nie nalezy porównywać, ale czasami nie mogę się oprzeć pewnemu wrażeniu… 1 lipca pojechaliśmy do Tournai. To miasto znajduje się w Belgii. Fajny kraj, nie powiem, lecz oszczędzę już historii. Napiszę tyle, iż wyroby kulinarne to frytki, piwo i czekoladki (pralinki- mniam, mniam). Jak zawsze pochodziliśmy po rynku miasta, potem do sklepu kupować miejscowe delicje. Wróciliśmy na aperitif do naszych gospodarzy. Czwatek, 2 lipca, to bardzo zabiegany dzień. Mianowicie, pojechalismy do Paryża. Najpierw do Lille, gdzie zaparkowaliśmy samochód na cały dzień, potem z dworca Lille Flandres wyjechaliśmy pociągiem. I to jakim, TGV. Tak, ten słynny, najlepszy, najszybszy, no i najwspanialszy pociag na świecie. Tylko Japończycy moga pokusić się o rywalizację z Francuzami na tym punkcie. Pełna kultura, komfort, zadbane, wygodne miejsca do siedzenia, cisza!!!!, spokój, nikt nie rozmawia przez telefon na głos!!!!!!!!!!!!!!!!!!, jak musi, to wychodzi, a nie siedzi i cały przedział musi wysłuchiwać rozmowy, jak to bywa w pewnym kraju wschodnim, że już lepiej o nazwie pociągu nie wspomnę, zreszta wiadomo. Porównując zadbane, utrzymane, toalety są w dobrym stanie!!!!!!!, nie dudni, nie ma spóźnień!!!!!!!!!!!!, szybkośc niezła (250 km/h), niestety prędkośc niemozliwa do osiagnięcia w wschodnim kraju, no i konduktorzy zadbani, mający schludne stroje. Tak, nie porównywać, bo wiadomo- 40 lat opóźnienia, teraz nadrabiamy, i może dogonimy. Jednak czasami trudno nie porównywać. Pewne sytuacje, zachowania aż sie o to proszą. Inna kultura, zachowanie, kuchnia!!!!, sposób myślenia, załatwiania spraw, mentalność cywilizowana nie barbarzyńska. No cóz…. Odległośc 230 km pokonaliśmy w ciągu godziny, co zsotaje marzeniem w kraju leżącym ok. 1000 km na wschód od Francji. Skończe porównywać i przechodze do rzeczy. Dotarliśmy na miejsce o godz. 7. Był to słyny Gare du Nord (Dworzec północny). O nim można niekiedy wyczytac w literaturze, jeśli sie dobrze i uważnie czyta szczególiki- np. “Lalka”. Kupiliśmy bilety na metro no i w drogę. Doskonale znane metro paryskie z pociągami przyjeżdżającymi, co 2-5 minut na daną stację, niestety ściskami porannymi i wieczornymi, długimi korytarzami do przejscia, ale jednak jest to zdecydowanie najszybszy sposób przemieszczania się w tym wspaniałym mieście. Zwiedziliśmy Basilique St- Denis, ze względu na mnie. Musiałem oczywiście pozdrowić Ich Wysokości, Królów i Królowe Francji. Jakie to uczucie czuć powiew historii przechodząc obok nagrobków, być może prochów ludzi nieprzeciętnych, tworzących historię, o których tyle się wyczytało w podręcznikach, książkach, niekiedy obejrzało się filmySą wszyscy poczynająć od Chlodwiga, czyli od czasow Franków, poprzez dynastie Karolingów, Kapetyngów, Walezjuszy i Burbonów. W czasie rewolucji sankiuloci wdarli sie do bazyliki i naruszyli spokój władcom ich przokdków. Ciała sprofanowano i wrzucano gdzieś za bazylikę. Dopiero później to sprowadzono, o ile można z powrotem. I tak w pewnych miejscahc, jest to tylko kapliczka ku pamięci, albo urna z sercem. Dla mnie, jako dla fana historii, pozycja obowiązkowa, nieprawdaż? Potem najsłynniejsza ulica świata, albo jednak z najsłynniejszych- Les Champs Elysees, o której nawet powstała piosenka śpiewana o ironio przez Francuza amerykańskiego pochodzenia. Ulica, gdzie mieszczą sie słynne fimrmy, marki, restauracje, słowem najwyższy szyk i klasa światowego formatu. Skorzystanie z jej usług jest równoznaczne z posiadaniem dobrze wypchanego portfela, bądź pokaźną sumą na karcie kredytowej. Potem Wizyta w dzielnicy Montparnasse. Wieża Pontparnasse- drugi, pod względem wysokości budynek w Paryżu. Na szczyt- 56 piętro wjeżdzą się w przeciągu, o ile pamiętam, 38 sekund. Nawet nie zauwazyłem, kiedy wjechałem. Tak, tak, miałem do czynienia z najszybszą windą w Europie. Jak wyszedłem, miałem tylkojak to przy wysokościach, zatykanie uszu. Na szczycie podziwiałem wspnaiałą panoramę Paryża i jego widoczne zabytki. Jak zjechaliśmy, udaliśmy się na cmentarz. To nie jest wprawdzie prestizowy Pere- Lachaise, ale sławni ludize też tu leżą. Najważniejsza osoba to niewątpliwie filozof, Jean Paul Sartre. Oprócz niego są tu pochowani Gainsbourg, Citroen, Dreyfus, a także innni rozmaici malarze, pisarze, artyści wszelkiego rodzaju. Na koniec dnia poszliśmy zrelaksowac się do Ogrodu Luksemburskeigo, po czym TGV wróciliśmy do Lille. W gicie bylismy ok. 23 zmęczeni, spragnieni. Cały dzień gorący, duszny, parny. Mimo tych warunków pogodowych nieco ekstremalnych, wspaniały, a to najważniejsze. W piątek pojechalismy do Arras- miasta, gdzie przed rewolucją urodził sie i żył Nieprzekupny. Tak, tak, słynny Maximilien Robespierre we własnej osobie! Jest tam jego ulica i dom, który mozna zwiedzać. Niestety nie byłem tam. Nieco pochodiliśmy po centrum, a i to z problemami, gdyuż był festiwal miejski. Wróciliśmy do nas i jak to bywa, z plłaczem pakowalismy się. jak zwyklę mówiłem sobie, je rewiendrai- wróce!! W sobote rano opuściliśmy ten ciekawy i wspaniały region, a w nocy dotarlismy do Czarnej Wodzie po ciężkiej, 14- godzinnej podróży.